UCZELNIA WYDALIŁA STALKERA

Sprawa prześladowania jednego z sochaczewskich adwokatów przez jego pracownika, prawnika z wykształcenia, trafiła pod obrady Komisji Dyscyplinarnej dla Doktorantów przy Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Łukasz R., 32-latek z Sochaczewa, od prawie roku pracował w tej uczelni, robiąc jednocześnie doktorat. Jednak już go nie zrobi, gdyż Komisja uznała, że jest winny zarzucanych mu czynów i zwolniono go z pracy.

 Łukaszowi R. zarzucono stalking na swoim pracodawcy, oraz że fabrykował fałszywe informacje o nim, oraz kolportował złośliwe donosy, pisał skargi do władz centralnych. Jednak podpisywał je z reguły nazwiskami innych osób, na przykład klientów kancelarii, czy innych prawników, a nawet podrobił podpis na donosie jednej z pracownic sekretariatu UKSW w Warszawie.

 Walka o dobre imię

 – Musiałem walczyć o swoją dobrą opinię, prostować niesłuszne zarzuty i oczernianie mnie. Zastanawiają mnie motywy tego człowieka. Jest niewątpliwie zdolny i ambitny. Miał wspaniałe perspektywy zawodowe. Czym zatem kierował się, przesyłając w różne miejsca fałszywe informacje, narażające mnie na utratę zaufania publicznego oraz częściową utratę zarobków. Taki człowiek nie powinien w ogóle pracować w zawodzie prawnym. Toga nie jest instrumentem kreowania rzeczywistości pod własną osobę, a zobowiązuje do poszanowania prawa – stwierdził poszkodowany adwokat.

Sprawa Łukasza R., doktoranta z powiatu sochaczewskiego, trafiła już do sądu. 32-latkowi postawiono wiele zarzutów o znamionach kryminalnych, a wśród nich: stałe i perfidne nękanie swego pracodawcy, fabrykowanie donosów, ujawnienie tajemnicy adwokackiej oraz podszywanie się pod inne, znane osoby. Sprawa była prowadzona początkowo w Sądzie Rejonowym w Sochaczewie, lecz z uwagi na jej charakter została skierowana do Łowicza. Dla sochaczewskich prawników, którzy mieli bezpośredni kontakt zawodowy z 32-latkiem, taka rozprawa może być nieobiektywna ze względu na środowiskowe powiązania.

­– Wykorzystywał inne osoby, ujawniając ich dane, co sprzeczne jest z etyką adwokata, by gnębić mnie w perfidny sposób. Pracował u mnie od maja 2016 roku do marca 2017 roku. Od samego początku ruszył z akcją donosów. Sfabrykował ich ponad sto. Swoim działaniem ingerował nie tylko w pracę kancelarii, ale również w moje życie rodzinne, które starał mi się kompletnie przemeblować. Był perfidny i złośliwy. Na zewnątrz układny, miły, zachowywał pozory wiarygodności, a w środku podstępny, okrutny. Sprawiało mu chyba przyjemność gnębienie mnie – wspomina jego były pracodawca.

Najwięcej skarg na szefa, podpisywanych przez fikcyjne osoby, trafiało do Naczelnej Rady Adwokackiej i Ministerstwa Sprawiedliwości. To było już ponad siły właściciela kancelarii, który dyscyplinarnie zwolnił 32-latka po udowodnieniu mu wykroczenia i próby stalkingu. Zwolniony usiłował się z nim targować, a gdy to zawiodło, zaskarżył decyzję do Rejonowego Sądu Pracy. Jednak ten stwierdził, że dyscyplinarka była zasadna i stanął po stronie pracodawcy.

Uczelnia nie chce stalkera

Najbardziej jednak bulwersował fakt, że pomimo skargi kancelarii, młody doktorant był nadal zatrudniony na UKSW w Warszawie w Katedrze Prawa Karnego i miał zajęcia ze studentami. Zajmował się tam m.in. prawem rodzinnym, przestępstwami seksualnymi, pedofilią i… uporczywym nękaniem. Korzystał ze stypendium rektora Uniwersytetu Warszawskiego, który z bardzo dobrym wynikiem ukończył. Udzielał się jako uczestnik wielu konferencji naukowych, gdzie wygłaszał referaty i wiele publikował w mediach. Do początku 2019 roku UKSW nie podjął żadnych działań.

Na pismo naszej redakcji o działania Łukasza R. odpowiedziała Katarzyna Dominiak, rzecznik UKSW, wyjaśniając stanowisko uczelni w tej sprawie: „Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie aktualnie prowadzi postępowanie dyscyplinarne w sprawie mgr Łukasza R.” .

Wydawało się jednak, że sprawa ponownie utknęła, podobnie jak rok wcześniej. Tym razem tak się nie stało. Komisja Dyscyplinarna wnikliwie zajęła się sprawą Łukasza R. Przeanalizowała przedstawione przez prawnika z Sochaczewa dokumenty, dowodzące winy doktoranta i przyjęła je. Zaważyło o tym podrobienie podpisu jednej z pracownic sekretariatu uczelni. Okazało się, że Łukasz R. nadal fabrykował donosy, tym razem w środowisku akademickim. Tego było już za wiele. Komisja Dyscyplinarna 14 lipca uznała, że postawione mu zarzuty są słuszne i swą decyzją zdecydowała o wydaleniu go dyscyplinarnie z uczelni, jako doktoranta oraz pracownika naukowego. Decyzja dwa dni później została przekazana poszkodowanemu adwokatowi.

– Czuję pewną satysfakcję, że w końcu uznali winę człowieka, który mnie prześladował i niszczył – stwierdza adwokat.

Wygląda zatem na to, że w obecnej sytuacji 32-latek raczej kariery naukowej już nie zrobi, a tym bardziej prawniczej. Niewykluczone, że straci też możliwość wykonywania zawodu prawnika, o ile sąd uzna go winnym na podstawie postawionych mu zarzutów. Dyscyplinarne zwolnienie z uczelni zdaje się być sygnałem, że stawiane zarzuty mają podstawę. Jako osoba karana Łukasz R. nie będzie mógł być członkiem adwokackiej palestry. Co więcej, za długotrwałe nękanie i zniesławianie, jak również fałszowanie dokumentów, grozi mu do 3 lat więzienia.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak

 

 

 

­

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*