ŚMIERDZĄCY KONFLIKT SĄSIEDZKI

Zwyczajna sąsiedzka złośliwość sprawia, że samotna matka z córką muszą mieszkać w smrodzie. Właścicielka posesji nie podłączyła ich bowiem do kanalizacji. Mało tego. Zasypała szambo, z którego do tej pory korzystały. – Chce nas się pozbyć – mówi zrozpaczona matka i prosi o pomoc.

Wydarzenia, jakie mają miejsce na jednej z posesji przy ul. Chełmońskiego w Sochaczewie, mogłyby śmiało posłużyć za scenariusz do kolejnej historii przygód zwaśnionych rodzin Pawlaków i Kargulów. Sęk jednak w tym, że fabuła filmu „Sami swoi” oparta była na humorystycznych wątkach, a w tym przypadku, mowa wyłącznie o dramatycznych przeżyciach.

Przyłącza i szamba nie będzie

A te, jak wynika z relacji pani Agnieszki trwają od wielu lat. – Wychowałam się tutaj. Jednak po śmierci dziadka dom z działką przejęła najstarsza siostra matki. I wówczas wszystko się zaczęło – relacjonuje 36-letnia kobieta.
Jednorodzinny dom zmuszona została zamienić na pomieszczenia mieszkalne zaadaptowane w budynku gospodarczym. Pokój, kuchnia, przedsionek i mała łazienka. To wszystko, co ma. Ona i jej 8-letnia córka. Przy ulicy Chełmońskiego są zameldowane, jednak nie mają żadnych praw właścicielskich. Te należą do kuzynki.
– Regularnie opłacałam wodę i prąd. A mimo to i tak były awantury. Nękanie, zastraszanie. Sąsiedzi widzieli, co się działo. Aż wstyd o tym opowiadać – mówi pani Agnieszka, która jednak nie spodziewała się tego, co nastąpiło w ostatnim tygodniu.
Posesja została podłączona pod kanalizację. Ale wyłącznie dom właścicielki, bez mieszkania naszej rozmówczyni i jej córki. Jednocześnie zasypane zostało szambo, więc nietrudno się domyślić, w jakich warunkach przyszło im funkcjonować.
– Jeden wielki smród. Nawet pranie musiałam robić u sąsiadów. Córka już uskarża się na bóle brzucha, zawroty głowy – mówi ze łzami w oczach 36-latka. Oczywiście próbowała rozmawiać z właścicielką o przyłączeniu do kanalizacji i ich lokalu. Bez skutku. – Absolutnie nie wyraziła zgody. Dlaczego? Bo twierdzi, że nie płaciłam za wodę i prąd. To jest oczywiście stek kłamstw. Dostawała pieniądze – twierdzi kobieta, jednak przyznaje, że nie brała od właścicielki potwierdzenia wpłat. Poza ostatnimi rachunkami. – I to był mój błąd. Nie pomyślałam o tym. Chciałam zapłacić i mieć święty spokój, chociaż na te parę tygodni – dodaje.

Wszyscy rozkładają ręce

Pomocy starała się szukać niemalże wszędzie. W pierwszej kolejności udała się do Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Na niewiele to się zdało.
– Poinformowano mnie jedynie, że podłączenie może nastąpić wyłącznie za zgodą właściciela. Wszyscy rozłożyli ręce – mówi z żalem kobieta. Bezradna była również policja. – Przyszedł dzielnicowy, popatrzył, wysłuchał i nic więcej. Zapowiedziałam więc, że będę wszystkie nieczystości wylewała na środek podwórka – opowiada pani Agnieszka.
W najbliższych dniach kobieta uda się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jest umówiona na wizytę. – Znają sytuację. Wiedzą o kim mowa, bo właścicielka nie jest tam anonimowa. Może oni coś zaradzą – dodaje z nadzieją. I zapowiada walkę. – Oczywiście mogłabym zostawić to wszystko, ale dlaczego mam to robić? Dlaczego mam się tułać z dzieckiem po wynajmowanych mieszkaniach, skoro ten dom, to moje życie. Chce się mnie pozbyć? To niech postara się o eksmisję z lokalem zastępczym. Nie chcę konfliktu, bo nigdy się o niego nie starałam. Zależy mi tylko na przyłączeniu do kanalizacji. Nawet na własny koszt – mówi 36-latka.
Kiedy gościliśmy na posesji przy ul. Chełmońskiego, znajomy pani Agnieszki odkopywał szambo. Właścicielki nie było. Wyjechała. – Wiem, że jak wróci, to zakopie szambo. Koszmar powróci – puentuje kobieta.
Do sprawy wrócimy.

Marcin Prażmowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*