RODZINY SZUKAJĄ POLEGŁYCH

SONY DSC

Remont cmentarza wojennego w Trojanowie kosztował prawie trzy miliony złotych. Jednak odwiedzający go bliscy spoczywających tam bohaterów nie kryją swojego oburzenia. Powód, to konieczności ponownego poszukiwania mogił najbliższych.

 – Takiego szoku, jak podczas odwiedzin cmentarza wojskowego w Sochaczewie, jeszcze nie przeżyłem. To jakiś skandal. Co roku odwiedzam grób mojego dziadka, który poległ w Bitwie nad Bzurą i został tu pochowany. Kiedy odwiedziłem w ubiegłym tygodniu Sochaczew, nie mogłem odnaleźć jego dotychczasowego grobu. Udało mi się to dopiero po prawie godzinie – powiedziała nam jedna z osób, która w sprawie przeniesienia tabliczek z nazwiskami żołnierzy Września pochowanych na cmentarzu wojennym w Trojanowie dzwoniła do naszej redakcji. A podobnych telefonów w ubiegłym tygodniu odebraliśmy kilka.

 Nie ten grób

Zdenerwowanie interweniujących było tak duże, że nie trafiały do nich żadne argumenty. A te mówią, że do tej pory w większości przypadków rodziny zapalały znicze na mogiłach nie swoich bliskich. I dopiero teraz, czyli po przeprowadzonym remoncie nekropolii, stało się możliwe odwiedzenie faktycznych grobów.

Rozumiem zdenerwowanie osób, które dzwoniły w tej sprawie do państwa redakcji. Chciałbym jednak wyjaśnić, że do czasu przeprowadzonego remontu w wielu przypadkach tabliczki z nazwiskami umieszczone na krzyżach nie odpowiadały miejscu rzeczywistego pochówku – poinformował nas Paweł Rozdżestwieński, dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Przypomnijmy, że to właśnie pracownicy muzeum przed przystąpieniem do remontu cmentarza przeprowadzili badania. Dzięki nim udało się nie tylko ustalić prawie 500 nazwisk wrześniowych bohaterów, ale także miejsca ich spoczynku na cmentarzu.

– Identyfikację udało nam się przeprowadzić dzięki zachowanemu planowi cmentarza z 1940 roku, gdzie oznaczono imiennie mogiły, jak również dzięki listom poległych sporządzonym przez PCK, spisom zmarłych z sochaczewskiego szpitala wojskowego, jak również liście pułkownika Głowackiego oraz księgom parafialnym. Istotną rolę w identyfikacji odegrała także lista żołnierzy poległych w Bitwie nad Bzurą, zamieszczona w nieistniejącym już Wrocławskim Tygodniku Katolickim – poinformował nas Paweł Rozdżestwieński.

Praca od podstaw

A jak bardzo benedyktyńska była to praca, może służyć przykład lokalizacji pochówku strzelca Franciszka Jurka z 56 pp, który według list pułkownika Głowackiego został umieszczony w rzędzie, gdzie pochowano żołnierzy ekshumowanych z cmentarza w Janowie. Podczas gdy w rzeczywistości figuruje on na pierwotnej liście PCK Chodaków, gdzie spisano pochowanych w Trojanowie na długo przed ekshumacjami z lat pięćdziesiątych.

– Dodatkowa analiza porównawcza maszynopisu z resztą źródeł, ukazuje, że druga osoba znajdująca się obecnie na tej samej tabliczce, czyli Franciszek Matulewski, powinien znajdować się nie tylko w innym miejscu, ale również pod zupełnie innym krzyżem niż strzelec Jurek – wyjaśnia Rozdżestwieński.

Jednak najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że mogliśmy znać nazwiska większości spoczywających tu bohaterów i ich rzeczywiste miejsca pochówku. Otóż Niemcy, którzy w 1940 roku zezwolili na utworzenie polskiej części cmentarza wojennego, skrupulatnie przestrzegali, aby każdy żołnierz spoczął w osobnym grobie, a na krzyżu została umieszczona tabliczka z jego nazwiskiem. W sumie do końca wojny na cmentarzu było 700 krzyży w większości z imiennymi tabliczkami. Obecnie jest to 288 krzyży z około 600 nazwiskami poległych.

Ideologiczne barbarzyństwo

Dlaczego tak się stało? Wszystko za sprawą przebudowy nekropolii rozpoczętej w 1952 roku, a zakończonej w 1959 roku. Otóż władze komunistyczne zdecydowały, że z okazji 20. rocznicy Kampanii Wrześniowej w Trojaniowie powstanie główny cmentarz wojenny, na którym spoczną żołnierze polegli w Bitwie nad Bzurą. To spowodowało, że do Trojanowa zaczęto przenosić poległych żołnierzy spoczywający do tej pory m.in. na cmentarzach w Janówku, Łazach, czy Tułowicach. W sumie w tamtym okresie pochowano tu prawie 2990 żołnierzy. W tym 1500 z cmentarza w Janowie, założonego przez sołtysa wsi Lucjana Kasprzaka, który sporządził imienną listę spoczywających tam żołnierzy Wojska Polskiego.

Otóż podczas likwidacji cmentarza Kasprzak chciał przekazać listę pochowanych jego likwidatorom. Ci jednak nie byli tym zainteresowani. Żołnierzy, których nazwiska były znane, wrzucono do bezimiennych dołów. Kolejnym barbarzyństwem była likwidacja mogił z 1940 roku. Większość żołnierzy wrzucono do bezimiennych grobów, a tabliczki z ich nazwiskami montowano gdzie popadnie. Stało się tak, ponieważ komuniści chcieli, aby cmentarz wyglądał ładnie, co miało świadczyć o ich rzekomym przywiązaniu do tradycji. I aby było ładnie, zdecydowali, że groby będą w rzędach, a przez środek nekropolii będzie przebiegała główna aleja, na końcu której stanie pomnik. To spowodowało, że podczas tych prac na części mogił wytyczono cmentarne alejki, w tym główną. Jakby tego było mało, sprofanowano również część mogił, aby w ich miejscu wykopać studnie. I tamtego barbarzyństwa nawet gdybyśmy chcieli, nie uda się już naprawić.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*