JAK ŻYĆ W RUDERZE

SONY DSC

Dla pani Ireny przetrwanie każdej zimy w pamiętającym początek ubiegłego wieku budynku, to niemałe wyzwanie. Obawia   się jednak, że tej nachodzącej zarówno ona, jak i dom mogą już nie przetrwać.

Pierwsze domy na ulicy Kolejowej w Chodakowie pojawiły się wraz z budową zakładów chemicznych. Małe domki przycupnięte na skarpie były wtedy luksusem, na który tylko nieliczni mogli sobie pozwolić. Część domów, o które właściciele dbali latami, przetrwało do dzisiaj. Inne powoli popadają w ruinę i jest tylko kwestią czasu, kiedy znikną z krajobrazu miasta.

Sufit z gwiazdami

W jednym z takich budynków mieszka, aby nie powiedzieć koczuje pani Irena. – Gdybym była młodsza i miała więcej pieniędzy, to może udałoby mi się go wyremontować. Ale nie mam, ani środków, ani sił. I wygląda na to, że tej zimy zarówno on, jak i ja możemy już nie przetrwać – mówi starsza pani.

W tym, co mówi, jest dużo prawdy. Sam budynek wymaga generalnego remontu. Co prawda pani Irena wymieniła w nim okna i położyła nowe podłogi z płytek, ale na dokończenie innych prac nie ma środków. A te potrzebne są między innymi na remont dachu, który trudno nazwać dachem. To bardziej kawałki papy trzymające się na resztkach spróchniałych desek. Podczas każdego deszczu przez dziury woda leje się strumieniami do środka. To z kolei powoduje, że we wszystkich pomieszczeniach doszło do zarwania się sufitów, a grzyb gęstym dywanem pokrył ściany. Jakby tego był mało, naprawy wymaga także zapchany i rozlatujący się komin. Bez niego ogrzewanie pomieszczeń jest niemożliwe, ponieważ dym, zamiast ulatywać na zewnątrz, wypełnia całe mieszkanie.

Budynek nie był remontowany od lat i stało się to, co widać. Ale nie miałam środków na remonty. Dopiero w tym roku udało mi się załatwić skromną emeryturę, ale ta, choć staram się oszczędzać na czym się da, aby doprowadzić dom do jakiegokolwiek stanu używalności, nie starczy na konieczne remonty. Sam dach to wydatek prawie 30 tysięcy złotych – mówi pani Irena.

Dzika lokatorka

Jak dodaje, ze względu na stan budynku zwróciła się do władz miasta o przyznanie jej lokalu socjalnego. – Staram się o niego od kilku lat, ale póki co nic z tego nie wychodzi – stwierdza nasza rozmówczyni.

Znam sprawę, o którą państwo pytacie. Wielokrotnie prosiliśmy tą panią o złożenie wniosku o przydział lokalu i dostarczenie wymaganych dokumentów. Jednak nigdy one do nas nie dotarły. Tym samym problem polega na tym, że nie możemy rozpatrzyć jej sprawy, bo nie mamy żadnych podstaw, aby cokolwiek zrobić w tej sprawie. Pani Irena musi złożyć w Urzędzie Miejskim dokumenty, czyli wniosek o przyznanie mieszkania wraz z wymaganymi załącznikami – poinformował nas Dariusz Dobrowolski, zastępca burmistrza Sochaczewa.

Ale problem pani Ireny polega również na tym, że według obowiązującego prawa, będąc właścicielem nieruchomości, nie może starać się o przyznanie lokalu mieszkalnego od samorządu.

Powiedziawszy szczerze, to nie wiem, czy ten dom należy do mnie. Po śmierci rodziców nie została przeprowadzona żadna sprawa spadkowa. Nigdy do tej pory nie miałam do tego głowy. Musiałam mimo swojego wieku i choroby pracować, aby nie umrzeć z głodu – wyjaśnia kobieta.

Jak wynika z naszych informacji, budynek, w którym próbuje mieszkać pani Irena, nadal jest własnością jej zmarłych rodziców. Jakby tego było mało, są oni tylko właścicielami trzech czwartych budynku, reszta należy natomiast do kogo innego.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*