CZY ZDĄŻĄ PRZEZ ZIMĄ?

Gdy w lipcu 2017 roku zawalił się dach w jednym z domów w Kątach, rozpoczęła się mieszkaniowa batalia o przeprowadzkę dwóch rodzin z walącego się budynku. W pierwszej kolejności wyprowadzona została ponad 80-letnia Krystyna Rudnik. To na jej części domu zawalił się dach. Jednak pozostała trzyosobowa rodzina, która również jak najszybciej powinna opuścić zagrożone miejsce. Jej droga do nowego lokum nie ma końca.

Zanim Krystyna Rudnik mogła się wprowadzić do nowego lokum, tułała się po rodzinie i wynajętych lokalach. Kobieta cudem uniknęła śmierci. Dach zawalił się nocą na początku lipca 2017 roku. Pani Krystyna spała w części, na którą nie runęły belki i strop. Została praktycznie bez niczego. Część mieszkania była zdewastowana, a z ocalałej nie było jak wynieść czegokolwiek, poza drobiazgami i rodzinnymi zdjęciami.

Dom w Kątach to dawne dworskie stajnie z początku XIX wieku przerobione w początkach XX wieku na czworaki, a po II Wojnie Światowej na socjalne budynki mieszkalne. Budowniczy tego obiektu chyba nawet nie przewidywał, że przetrwają one ponad 200 lat.

Krystyna Rudnik mieszka już w nowym miejscu, które z wielkimi problemami udało się dostosować do jej potrzeb. Te nie były zresztą wygórowane. Teraz jednak konieczne jest opuszczenie domu przez drugą rodzinę i zrównane budynku z ziemią.

Przymus przeprowadzki

– Ta rodzina musi jak najszybciej opuścić mieszkanie, gdyż budynek jest niestabilny i nie wiadomo, czy nie zawali się im na głowy. W każdej chwili to może się stać. Dach naciska na ściany i konstrukcja się rozchodzi. Zimą nawet niewielka ilość śniegu może spowodować taki napór, że wszystko wpadnie do środka. Dom jest zagrożony katastrofą budowlaną – mówi Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew.

Jednak sprawa się przeciąga przez to, że nowe lokum w Sielicach jest pełne usterek i pani Anna K. nie chce zamieszkać z bliskimi w domu, gdzie niesprawny jest komin i wieje przez szczeliny w ścianach. Prace remontowe jednak przeciągają się od wielu tygodni.

12 sierpnia odwiedził mnie pan Wojciech Ćwikliński i poinformował, że w tym tygodniu chcą wejść, aby dokonać odcięcia wody i prądu na posesji w Kątach. Dodał także, że w Sielicach mają się rozpocząć prace termomodernizacyne w budynku. Zaoferował też pomoc przy transporcie naszych rzeczy do Sielic. Podawał przy tym termin 13 sierpnia jako ostateczny przy przeprowadzce – mówi pani Anna.

To jednak nie pierwszy i nie ostatni termin. Od kilku miesięcy trwają ustalenia odnośnie odcięcia mediów w Kątach i przenosin do Sielic. Pani Anna stwierdziła, że nowe lokum ma liczne usterki, z kolei Wojciech Ćwikliński, dyrektor Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej w gminie Sochaczew, zaznacza, że wszystkie prace zostaną sukcesywnie naprawione po dokonanej przeprowadzce.

– Dał mi także jasno do zrozumienia, że jeżeli się nie przeprowadzę, to specjalnie odetnie mi media, żebym musiała się przenieść do Sielic – twierdzi pani Anna.

Przekładane terminy

Jednak w toku negocjacji z dyrektorem GZGK syn pani Anny   K. dogadał się i ustalił datę przeprowadzki. Jednak nic z tego nie wyszło. Nastąpiło wyznaczenie kolejnego terminu. I tym razem przeprowadzka nie doszła do skutku. Co więcej, kiedy pani Anna pojechała do Sielic, to nie mogła wejść do swego mieszkania.

Proszę sobie wyobrazić moje zdenerwowanie, kiedy po przekręceniu dolnego zamka w drzwiach i naciśnięciu klamki nie byłam w stanie otworzyć drzwi. Drzwi mają dwa zamki. Jednak klucze, jakie otrzymałam, uniemożliwiają mi manipulację tym górnym. Dlatego zawsze, kiedy opuszczałam mieszkanie, zamykałam je tylko na dolny zamek. Po tym, jak nie mogłam wejść, doszłam do wniosku, że ktoś z gminy użył zapasowego zestawu kluczy i wszedł do mieszkania, nie informując mnie o tym. A wychodząc, zamknął drzwi tak, jak umożliwiły mu to posiadane klucze, nie wiedząc o istniejącym defekcie – dodaje pani Anna.

Następnego dnia z rodziną próbowała dostać się znów do środka. Kolejnego dnia złożyła pismo do wójta gminy z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Sprawa wkrótce się wyjaśniła, a pani Anna dostała z gminy zapasowy zestaw kluczy.

– Dowiedziałam się przy tym, że jakieś poważniejsze prace przy dachu i kominach w Sielicach zaczną się dopiero w przyszłym roku. Czyli przez zimę mamy się wędzić. 6 września odwiedził nas wójt, informując, żeby w następnym tygodniu być w mieszkaniu, ponieważ będą chcieli usunąć usterki. Jednak nikt się nie pojawił – mówi rozżalona pani Anna.

Czas nagli

Za to 19 września w Kątach wykarczowano ogródek z przodu działki, po stronie dawnego mieszkania pani Rudnik, a kolejnego dnia zdjęto siatkę ogrodzeniową od ulicy. Jak dodaje pani Anna, każdy może teraz wejść na podwórko i robić, co tylko chce. Ponadto pies może teraz swobodnie wybiegać na ulicę, co stanowi zagrożenie dla innych ludzi.

Zrobiono to, byśmy jak najszybciej przenieśli się do Sielic. Pan Wojciech poinformował mojego syna, że  przyjadą odciąć nam wodę i prąd w Kątach – dodaje kobieta.

Mirosław Orliński wójt gminy Sochaczew zapewnia, że zrobią tyle, ile będą mogli.

– Robimy wszystko sposobem gospodarczym, własnymi siłami, pracownikami GZGK. Wynajęcie ekipy remontowej to ogromne koszty, a nie chcemy wydawać więcej, by nie narażać lokatorów na koszty – mówi wójt, zaznaczając, że w każdej chwili jest do dyspozycji i zawsze można mu zgłaszać problemy.

Jednak nieuchronnie zbliża się zima i i lokatorzy muszą jak najszybciej opuścić mieszkanie w Kątach. Budynek nie wytrzyma dłużej. Czy jednak remontujący zdążą w nowym lokum naprawić usterki, by rodzina mogła zamieszkać?

Bogumiła Nowak

Fot. Archiwum rodziny Anny K.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*