Za śmieci zapłacimy bez zmian

Mamy dobrą wiadomość dla mieszkańców Sochaczewa. Wbrew krążącym po mieście informacjom, w ciągu najbliższych dwóch lat nie grozi nam podwyżka opłat za wywóz odpadów komunalnych.

Zgodnie z przyjętymi przez Unię Europejską przepisami, Polska do 2020 roku powinna osiągnąć pięćdziesięcioprocentowy poziom odzysku surowców wtórnych i przygotowania do ponownego użycia: papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. Obecnie poziom powtórnego wykorzystania odpadów wynosi zaledwie kilkanaście procent.

Aby to przyspieszyć – a tym samym nie stracić 1,3 mld euro z funduszy unijnych przeznaczanych na gospodarkę odpadami – od 1 stycznia 2019 roku zacznie obowiązywać nowe prawo śmieciowe. A to, jak zapowiada rząd, ma spowodować nie tylko wzrost odzysku surowców, ale i uszczelnić system odbioru odpadów.

Bez paniki

Wraz z zapowiedziami dotyczącymi wprowadzenia nowych przepisów, pojawiły się informacje, że od 1 stycznia w Sochaczewie grozi podwyżka opłat za wywóz odpadów. A ta podobno ma wynikać z zapisów, mówiących, że osoby, które nie segregują odpadów, będą płaciły cztery razy więcej niż obecnie. Mało tego – w przypadku budynków wielorodzinnych podwyżka obejmie także tych, którzy segregują śmieci. Tylko dlatego, że komuś z bloku nie chce się tego robić. Taka odpowiedzialność zbiorowa. Kary mają być nakładane także za wrzucenie odpadów do innych pojemników niż do tych, które są do tego przewidziane.

Okazuje się jednak, że nic takiego przez najbliższych kilka lat nam nie grozi, nawet gdyby przepisy zaczęły obowiązywać już od 1 stycznia. Jak poinformowała nas Agnieszka Tomaszewska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami Komunalnymi Urzędu Miejskiego w Sochaczewie, miasto ma podpisaną umowę na odbiór odpadów z firmą Partner do 30 kwietnia 2020 roku. Co z kolei oznacza, że przez ten okres będą nas obowiązywały dotychczasowe przepisy.

Nie chciałabym się wypowiadać na temat mających wejść w życie uregulowań. Przede wszystkim dlatego, że nie zostały one jeszcze opublikowane. Sądzę jednak, że ustawodawca wprowadził do ustawy tak zwany okres przejściowy dla samorządów, które mają już podpisane umowy na odbiór odpadów – powiedziała nam Agnieszka Tomaszewska.

I wszystko na to wskazuje, że tak będzie. Tym bardziej, że trudno sobie wyobrazić, aby mające wejść od 1 stycznia przepisy unieważniały zawarte już umowy. Byłoby to niezgodne z prawem. Ale nie tylko dlatego. Aby wprowadzić w życie nowe uregulowania, należałoby już teraz ogłosić przetarg na wyłonienie wykonawcy usługi. Nie można jednak tego zrobić, ponieważ nie ma jeszcze przepisów, według których ów przetarg należałoby przeprowadzić. Jednak nawet gdyby były, to i tak nie można byłoby zerwać umów, ponieważ wiązałoby się to z koniecznością wypłaty przez Skarb Państwa gigantycznych odszkodowań za utratę dochodów z zawartych kontraktów.

Jak za okupacji

Może się także okazać, że ustawa ulegnie zmianie. Chodzi o to, że część jej przepisów jest nie tylko niespójna z innymi aktami, ale również niektóre z nich niezgodne z obowiązującym w Polsce prawem.

Dotyczy to przede wszystkim próby wprowadzenia odpowiedzialności zbiorowej. A z czymś takim mielibyśmy do czynienia w sytuacji podniesienia opłat za śmieci w budynkach wielorodzinnych dla wszystkich jej mieszkańców tylko dlatego, że jednemu z nich nie chce się segregować odpadów lub starsze osoby pomyliły pojemniki.

Ale nie tylko to wzbudza kontrowersje. Są nimi również przepisy mówiące o tym, że samorządy będą musiały ogłosić dwa przetargi związane z gospodarką śmieciową. W pierwszym należy wybrać tzw. RIPOK, czyli składowisko, do którego będą trafiały odpady. Dopiero po jego znalezieniu, będzie można poszukać firmy, która zbierze śmieci z terenu miasta i dostarczy je do wskazanej przez urząd instalacji. Już samo spełnienie tych warunków, np. w przypadku samorządów Mazowsza, jest niewykonalne.

Kwadratura koła

Wynika to z faktu, że nasze województwo, podobnie jak i inne – według obowiązujących przepisów – jest podzielone na regiony i śmieci z jednego z nich nie mogą trafiać do drugiego.

Tymczasem w naszym regionie działa tylko jeden RIPOK, który spełnia określone dla tego typu instalacji wymogi. Jednak nie jest on w stanie przyjąć wszystkich odpadów z naszego regionu. Możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której większość samorządów nie będzie w stanie rozstrzygnąć pierwszego przetargu. I tym samym ogłosić drugiego.

Rozwiązaniem byłaby likwidacja regionalizacji śmieci. Ale to kolei niesie za sobą konieczność unieważnienia podjętych przez sejmiki wojewódzkie planów gospodarki odpadami. Nie można jednak tego zrobić, ponieważ przepisy nakładają na samorządy wojewódzkie obowiązek posiadania takich planów.

Problemem są także same śmieci. Co z tego, że 26 procent polskich odpadów jest segregowanych, skoro ich ponowne wykorzystanie nie przekracza kilkunastu procent. Powód jest prozaiczny. Większość posegregowanych odpadów nie nadaje się do ponownego wykorzystania z winy producentów, którzy do produkcji opakowań stosują nieodpowiednie materiały. Dlatego, aby ustawa miała sens, należy najpierw zobowiązać producentów do wprowadzenia opakowań nadających się do recyklingu. I dopiero potem wymagać od mieszkańców, aby właściwie segregowali śmieci.

Jerzy Szostak

Fot.: Archiwum Expressu Sochaczewskiego

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*