Miastu nie grozi bankructwo

W czasie każdej kampanii wraca dyskusja o zadłużeniu miasta. Przeciwnicy obecnych władz Sochaczewa twierdzą, że miasto ma tak olbrzymi dług, że podobno spłacać go będą nawet nasze dzieci. Niektórzy oponenci obecnego burmistrza zapominają jednak dodać, że obecne zadłużenie, to w głównej mierze ich zasługa.

Ile wynosi obecnie zadłużenie Sochaczewa i czy rzeczywiście, jak przekonują konkurenci Piotra Osieckiego w walce o fotel burmistrza, miastu grozi bankructwo? Patrząc na samą wysokość długu, może on robić wrażenie. Tym bardziej, że dla każdego z nas kwota prawie 40 milionów złotych wydaje się gigantyczna.

Twarde dane

Jednak, jeżeli zestawimy ją z innymi wskaźnikami, okazuje się, że mieszkańcy Sochaczewa mogą spać spokojnie. Otóż trzeba pamiętać o tym, że w 2010 roku, gdy Piotr Osiecki obejmował urząd burmistrza, roczne dochody miasta wynosiły 84,2 milionów złotych, a w 2018 roku przekroczą 176 milionów złotych. Ponieważ wysokość długu określa się w stosunku do dochodów, to wychodzi na to, że w tym roku zadłużenie w stosunku do rocznych dochodów wyniesie 25 procent. Tymczasem za rządów Bogumiła Czubackiego było to 40,47 procenta. Należy także dodać, że próg zadłużenia, jakiego nie mogą przekroczyć samorządy, wynosi 60 procent dochodów. Oznacza to, że obecne władze mają bardzo duży zapas bezpieczeństwa.

Dlatego, jak stwierdza burmistrz Osiecki, mówienie o fatalnym, rzekomo pogarszającym się, stanie miejskich finansów za jego rządów jest nieprawdą.

To oczywista nieprawda. Gdy w 2010 objąłem urząd burmistrza, w spadku po burmistrzach Czubackim i Żelichowskim otrzymałem dług w wysokości 34 milionów złotych, dochody miasta wynosiły tylko 84,2 miliona, a wskaźnik długu do dochodu wynosił ponad 40 procent. Dziś to tylko 25 procent, a dochody miasta w tym roku przekroczą 176 milionów. Termin spłaty wszystkich zobowiązań upływa za kilka lat. To są twarde dane, podobnie jak następne cyfry. W osiem lat zrealizowaliśmy inwestycje za prawie 136 milionów złotych. Wspólnie z radnymi i moimi współpracownikami pozyskaliśmy niemal 66 milionów bezzwrotnych dotacji. Każdemu, kto chce grać w kampanii obligacjami, przypomnę, że nad finansami miasta od niemal 28 lat czuwa fachowiec najwyższej klasy, skarbnik Jolanta Brzóska. To ona w latach 90. przeprowadziła Sochaczew przez najtrudniejszy okres budowania samorządu i ani wtedy, ani dziś, nie podpisałaby się pod propozycją, która choć w minimalnym stopniu zagrażałaby naszej stabilności finansowej – mówi Piotr Osiecki.

Skąd ten dług

Warto także wspomnieć o jeszcze jednej sprawie, którą zwolennicy gry zadłużeniem miasta w walce wyborczej próbują przemilczeć. Otóż w 2003 roku, czyli w pierwszym budżecie opracowanym przez Bogumiła Czubackiego, dług miasta oszacowano na 15 milionów złotych, przy dochodach w wysokości 49,9 miliona. Część zadłużenia wynikała z zaciągniętych przez poprzedniego burmistrza zobowiązań. Wzięto je na przebudowę miejskich kotłowni, rozbudowę sieci ciepłowniczej czy budowę basenu.

Fakt, że w kolejnych latach spłacano ów kredyt, ale jednocześnie zadłużano miasto. Już w 2007 roku – jak informował wówczas Urząd Miejski – zadłużenie miejskiego samorządu na koniec pierwszego półrocza wyniosło 26 295 424 złotych. Czyli wzrosło w ciągu 3 lat o 11 295 424   złotych. Ówczesne władze miasta przekonywały jednak radnych, że miejskim finansom nie grozi zadyszka, ponieważ mają plan na obniżenie zadłużenia. I to dzięki niemu, jak wówczas twierdzono, miało ono spadać w 2008 roku do 19 milionów, do 15 milionów w 2009 roku i do 12,5 miliona w 2010 roku. Nic jednak z tego nie wyszło, i ostatnia kadencja burmistrza Czubackiego zakończyła się zadłużeniem w wysokości 34 milionów złotych. Co oznacza, że dług miasta w porównaniu z 2003 rokiem, czyli w ciągu 7 lat, wzrósł o 19 milionów złotych. Dla porównania w ciągu takiego samego okresu Osiecki zadłużył Sochaczew jedynie o 7,6 miliona złotych.

Jerzy Szostak

fot. sochaczew.pl

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*